Czy śmierć śmierdzi?

Każdy z nas umrze. To jest gówniana prawda. Prawda, od której nie ma odwrotu. Prawda, która na 100% się spełni – gówniana prawda. Niestety każdy z nas kiedyś umrze. Kiedy? Każdy z nas chciałby by ta chwila była oddalona w czasie, tak długo, jak to tylko możliwe. Każdy z nas chciałby żyć wiecznie. Niestety życie tak nie działa… a właściwie to nie życie, a śmierć tak nie działa…

Oglądałem niedawno w TV film „Joe Black„. Smutna historia o śmierci. Trochę z happy endem. To jeden z moich ulubionych filmów…

Ok. A teraz odpowiedź na pytanie z tematu: Czy śmierć śmierdzi? Nie wiem… W każdym bądź razie śmierć ma zapach. Trudno go określić, ale jest. Atmosfera wokół umierającej osoby jest taka jakaś inna.

Minął już rok, jak rozpocząłem pisać ten wpis. Wtedy było inaczej. Tak na świeżo, po śmierci bliskiej osoby – ojca. Teraz jest inaczej, ale czy lepiej? Nie… Do tej pory jakoś nie docierały do mnie pewne sprawy związane z naszym końcem. Teraz zaczynam się coraz więcej zastanawiać. Myśleć… Dziś jesteś. Jutro ciebie nie ma. Jak to jest? Czy tak jak we  śnie, bez snu?

Po stracie bliskiej osoby zostaje pustka. Nie ma jej czym zapełnić. Bo niby jak? Można zapomnieć? Ale jak? Dzisiaj z perspektywy czasu nie wiem czy ten kawałek życia wyrwany nie leży gdzieś, gdzie podnieść go nie można. Każde wspomnienie powoduje smutek. Oglądając mecz w TV chciałoby się zadzwonić, podzielić emocjami… ale nie można…

Śmierć jest taka sama. Przychodzi… przyjdzie… Gdy ojciec umierał w domu na raka przychodziła Pani z hospicjum. Dostaliśmy taką karteczkę. Zwykłą kartkę zapisaną z dwóch stron. A na niej… opisane objawy. Tak, objawy nadchodzącej śmierci. Było na niej napisane, że osoba umierająca zaczyna rozmawiać ze zmarłymi, że zmienia się oddech, że… i to wszystko się sprawdziło, wszystko…

Nigdy nie byłem bezpośrednio przy śmierci. Jak dla mnie to wyglądało? Odbierasz telefon i słyszysz w słuchawce głos mamy: To już, przyjedź… tata nie żyje… Pisząc to mam łzy w oczach. A jak było wtedy? Wtedy jakby nie docierało do mnie co się stało. Wcale nie było jakoś specjalnie trudno. Jakby to nie zabrzmiało, było trochę radości. Koniec cierpienia dla bliskiej osoby. Początek dla tych co zostali… Kiedy do mnie dotarło, że ojca już z nami nie ma? Gdy na pogrzebie odezwał się głos trąbki, wzywającej w zaświaty? Chyba nie… dotarło do mnie w najprostszych ludzkich sprawach. Gdy w książce telefonicznej telefonu zobaczyłem wpis Tata, gdy wszedłem do jego pustego pokoju, gdy dzwoniąc do mamy gryzłem się w język zadając standardowe pytanie: co u Was słychać. K…wa, to własnie te momenty sprawiają, że w oczach takiego starego faceta jak ja pojawiają łzy…

Umieranie na raka jest straszne. Człowiek się po prostu zapada w sobie. To gówno zżera go od środka…

Do śmierci nie można się przygotować. Niby wiesz, że ktoś umrze, ale gdzieś w głębi duszy powtarzasz sobie, może jednak nie teraz, może będzie lepiej. Chwytasz się każdego, najmniejszego promyczka nadziei… Każdej pozytywnej wiadomości… wszystkiego co może pomóc…

Każdy z nas chciałby żyć wiecznie. Forever Young…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *