I po ojcowsku…

No i skończył mi się urlop ojcowski. Fajna rzecz, można by rzec… miałem wielkie plany co ciekawego zrobię, a… okazało się, że urlp spędziłem jak najbardziej „regulaminowo” tzn. prawie cały czas zajmowałem się Madzią. Trochę to męczące chwilami było, ale w sumie było fajnie.

Jak wspomniałem na wstępie 2 tygodnie urlopu ojcowskiego, przeszło już do historii… Fajna sprawa taki urlop – trochę równouprawnienia dla facetów, hiii… hi… hi.. Kobiety mają te swoje macierzyńskie, a my faceci byliśmy do tej pory pokrzywdzeni. Ale świat idzie do przodu i różne niespodzianki się zdarzają.

Jak to zwykle przed każdym urlopem bywa, planów jest „coniemiara” i jak to zwykle bywa większości z nich zrealizować się nie udaje. Chyba przestanę planować, ale z drugiej strony planowanie jest fajne… tylko zawsze po niewykonanym planie pozostaje jakiś taki niesmak w głowie…

Z trzeciej jednak strony, jak się uda coś zrobić z zaplanowanych rzeczy to jest fajnie.

Z czwartej strony… bo oczywiście mam na myśli strony świata… To chyba jeden z lepszych pomysłów naszego kochanego rządu. Fajnie jest mieć czas wolny tylko dla swojego bobaska. Można go nosić do woli. Człowiek jest bardziej wypoczęty, a nerwowy mniej. Po prostu jest super.

Dzisiaj tak krótko, a co…

One Reply to “I po ojcowsku…”

  1. Witam. To i tak jest śmieszna ilość dni wolnych. U naszych zachodnich sąsiadów, jest to 2 miesiące i zapewne też żaden z pracodawców nie kręci nosem, po tak po prostu ma być i koniec. U nas była by wojna, gdyby pracodawcy mieli puszczać ludzi na tak długi urlop. Ale cóż… w końcu to polityka prorodzinna hehe.

    Pozdrawiam

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *