Ten podły, wredny, foliowy woreczek

Włażę do sklepu. Staję przed półką z bułkami. Zawsze kupuję dwie. Jedną na pierwsze, a drugą na drugie śniadanie. Bułki są bardzo wygodne na śniadanie, a do tego całkiem smaczne. Sięgam po foliowy woreczek. W ten woreczek zamierzam zapakować bułki. Świetnie. I wtedy się zaczyna…

Próbuję otworzyć woreczek, by włożyć do niego bułki. Pierwszy etap: oderwanie woreczka od rolki. W jednej ręce trzymam właśnie wybrane buły, a drugą… walczę z tą zasraną folią.

bulka

Odrywam. Woreczek podarł się. Szlag by to trafił. Druga próba. Sukces! Mam już woreczek! Etap drugi: zapakowanie do woreczka bułeczek. Próbuję otworzyć woreczek. Nie jest łatwo, w jednej ręce trzymam już bułki. Palcami wolnej ręki próbuję, dostać się do środka. Bezskutecznie. Cholera… Nie poddaję się, walczę dalej. Jest dobrze, widzę już małą szczelinę i próbuję wepchnąć tam palucha…

Spadł na podłogę, nie paluch… tylko ten wredny woreczek. Niestety usyfił się cały w błocie naniesionym z ulicy (dzisiaj pada). Bułki w całym tym zamieszaniu też padły na podłogę. Wkurzyłem się. Rozglądam się dookoła. Lekko odsuwam brudne bułki od siebie nogą, żeby to na mnie nie było. Jest dobrze. Mam dwie wolne ręce. Odrywam nowy woreczek. Jest jeszcze lepiej udało mi się to za pierwszym razem! Czas go otworzyć. Etap kolejny…

Znów próbuję się dostać do środka woreczka, kiepsko mi idzie. Ta wredna elektrostatyka zamknęła przede mną ten wspaniały pojemnik na jedzonko chyba na zawsze. Walczę. Jestem dzielny. Nie poddam się tak łatwo… w mordę jeża… podarłem. Odrywam z rolki kolejną sztukę, walka zaczyna się od początku. Wciąż jestem dzielny, ale… zaczynam tracić siły. Moja hardcorowa psyche zaczyna wysiadać. Zaczynam wrzeć. Zaraz się na niego wydrę… zacznę krzyczeć, na foliowy woreczek…

Nagle, widzę do sklepu wchodzi Ona. Powoli robi krok za krokiem. Patrzy w moim kierunku. Zauważyła mnie. Zmierza w moim kierunku. Idzie wolno, bardzo wolno… wreszcie zatrzymuje się obok mnie. Spogląda mi w oczy. Bierze ode mnie woreczek. Obraca w rękach. Szepcze: „trzeba to zrobić z drugiej strony”. Delikatnie dmucha i… jakimś cudownym trafem woreczek się otwiera. Podaje mi go i z uśmiechem, powoli odchodzi dalej. A ja… odprowadzam Ją wzrokiem. Tę miło siwą staruszkę, która tak mi pomogła! Uwielbiam ludzi, którzy potrafią pomagać.

Idę dalej… mam ochotę na drożdżówkę. Trzeba ją ładnie zapakować, do… nowego foliowego woreczka. Nieeeeeeeee… Całe szczęście, że obok drożdżówek znalazłem papierowe torebki. Super! Dzisiaj zjem coś słodkiego do kawy.

7 Replies to “Ten podły, wredny, foliowy woreczek

  1. Widać, że starsi ludzie posiedli wiedzę niedostępną nam młodym o foliowych woreczkach 😉

  2. Przyznam szczerze, że sama miewam podobne problemy. Z całej tej nienawiści do foliowych opakowań (albo, co gorsza, samej folii przeźroczystej) posiadam tylko papierowe torebki w moim mieszkaniu. Niestety, w Warszawie w każdym sklepie „po drodze” można liczyć tylko na rozczarowanie – czyli jednak folię. Smutne to, ale prawdziwe. Pozdrawiam serdecznie! 😉

  3. hahaha, też mam tak często poranną zabawę z woreczkiem na bułki – sklepy mogły by zainwestować z torebki papierowe po 1sze wygodniej w nie zapakować po 2gie ekologiczne

  4. No to niezły flejtuch z Ciebie, brudnymi łapami macać bułki. Najpierw się odrywa i otwiera woreczek, a później przez ten woreczek bierze się bułki tak, aby nie dotykać ich dłońmi tylko wewnętrzną stroną woreczka. Wystarczy tylko trochę ruszyć głową, a nie jeszcze swoją głupotę opisywać.

  5. Dora000 – jak mniemam jesteś kobietą… więc powinnaś wiedzieć, że faceci nie mają takiego wielkiego polotu w sprawach jakże przyziemnych, którymi jest zapakowanie bułek do woreczka ;). Ale pocieszę Cię… już nie kupuję 2 bułek… tylko jedną… ręce mam czyste… ale i tak robię to jak opisałaś, bo sprawdzam czy bułka jest świeża (przez woreczek). Świeże bułki są smaczniejsze 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *